Ponieważ bramy wjazdowe tzw. "wiodących firm" miały zawrotne ceny, a bramy sprzedawane w marketach miały fatalne wykonanie, więc po krótkim namyśle zamówiliśmy nasze u miejscowego specjalisty-spawacza. Inwestor wzór wymyślił co prawda w minutę, ale wykonanie już trochę trwało, bo fachowiec pracował nad nimi "po godzinach" i w weekendy, czyli gdy zawodowo nie pracował :) Gdy były już gotowe padło pytanie jaki mają mieć kolor. I tu Inwestor wymyślił, że pomalujemy je czymś czarnym raz na zawsze i nie będzie potem problemów z konserwacją. Czerń niestety nie pasowała do mojej koncepcji kolorystycznej, więc solennie obiecałam, że pomaluję je osobiście i będę nawet regularnie je malować - tylko niech będą szare. No i są :)
Najpierw trzeba je było wyczyścić z rdzy drucianymi szczotkami... Pomijam fakt, że po tym, jak wyszorowaliśmy pierwszą bramę wieczorem przyszła ulewa, padało całą noc i rano znów pojawiła się rdza...
Przed malowaniem właściwym bramy trzeba było zaimpregnować minią:

Efekt końcowy jest satysfakcjonujący:



Dzisiejszy wpis sponsorowały "Śnieżka" i Kopciuszek (czyli JA) :)
Komentarze